Neurobiologia emocji. Nie rozwalasz sobie życia emocjami, ale brakiem kontaktu z nimi

Przyszłość pracy z emocjami nie leży wyłącznie w rozmowie i interpretacji, ale także w precyzyjniejszej pracy z mechanizmem, ciałem, układem nerwowym i danymi.

Mila Orlińska

3/24/20268 min czytać

jak nauczyć się regulować emocje
jak nauczyć się regulować emocje

Neurocoaching nie odcina od emocji. Może dawać do nich lepszy dostęp

Dla części osób słowo „neurocoaching” brzmi chłodno. Kojarzy się z technologią, pomiarem i podejściem, w którym jest mniej miejsca na ciało, emocje i przeżycie. To skojarzenie jest zrozumiałe, ale błędne.

Dobrze rozumiany neurocoaching nie oddala od emocji. Przeciwnie, może pomagać uchwycić je precyzyjniej. Dzięki technologii możemy dziś lepiej niż kiedykolwiek obserwować fizjologiczne aspekty emocjonalnych reakcji człowieka: pobudzenie, napięcie, przeciążenie, wycofanie, trudność powrotu do równowagi. Nie po to, by zastąpić doświadczenie człowieka, lecz po to, by zobaczyć je wyraźniej.


Emocje nie są problemem. Problemem jest słaby kontakt z nimi

Jednym z większych nieporozumień nowoczesnego życia jest przekonanie, że problemem człowieka są jego emocje. Że to one przeszkadzają mu myśleć jasno, działać skutecznie, podejmować dobre decyzje i zachowywać wewnętrzną stabilność. Tymczasem w praktyce dużo częściej problemem nie jest nadmiar emocji, lecz zbyt słaby kontakt z nimi oraz brak umiejętności ich regulacji. Człowiek nie wpada w kłopoty dlatego, że czuje. Wpada w nie często dlatego, że zbyt późno rozumie, co naprawdę czuje, albo dlatego, że nie potrafi z tym, co czuje, zrobić nic sensownego.

Przez długi czas kultura zawodowa promowała ideał człowieka, który jest ponad emocjami. Emocje miały należeć do sfery prywatnej, a rozsądek, skuteczność i inteligencja do świata realnego. W tym modelu dojrzałość często mylono z opanowaniem rozumianym jako dystans wobec własnych przeżyć, a siłę z umiejętnością tłumienia tego, co niewygodne. Emocje tolerowano o tyle, o ile nie przeszkadzały w działaniu. Gdy stawały się zbyt widoczne, uznawano je za coś, co należy ograniczyć, przepracować albo odsunąć na bok.


Inteligencja emocjonalna dała język, ale nie dała jeszcze dostępu do mechanizmu

Ważnym momentem zmiany była książka Daniela Golemana Inteligencja emocjonalna. To ona pomogła szerokiej publiczności przyjąć do wiadomości, że emocje nie są przeciwieństwem inteligencji i nie stanowią awarii rozsądku. Dzięki niej temat emocji wszedł do języka edukacji, przywództwa i rozwoju osobistego w sposób bardziej poważny. To było potrzebne, bo przywróciło emocjom należną im rangę. Ale nawet ważny kulturowy zwrot nie rozwiązuje jeszcze całego problemu. Inteligencja emocjonalna dała nam język, lecz nie dała jeszcze precyzyjnego dostępu do mechanizmu.

Bo można już wiedzieć, że emocje są ważne, a mimo to nadal mieć z nimi słaby kontakt. Można potrafić o nich mówić, a jednocześnie nie umieć ich dobrze rozpoznawać, kiedy naprawdę się pojawiają. Można mieć wgląd, znać swoją historię i rozumieć własne schematy, a mimo to pozostać bezradnym wobec tego, co dzieje się w samym środku doświadczenia. Bardzo wielu ludzi umie dziś opowiedzieć o swoich emocjach po fakcie, ale to nie znaczy jeszcze, że potrafią je uchwycić na bieżąco i regulować w sposób, który zmienia jakość ich życia. Związek między interocepcją, rozpoznawaniem stanów wewnętrznych i regulacją emocji jest dziś dobrze opisany w literaturze i coraz częściej traktowany jako jeden z kluczowych mechanizmów pracy z emocjami.


Neurobiologia emocji zmieniła perspektywę

I właśnie tutaj neurobiologia emocji zrobiła krok, którego sama psychologiczna rozmowa zrobić nie mogła. Antonio Damasio pokazał, że emocje nie są dodatkiem do rozumu ani zewnętrznym zakłóceniem procesu myślenia. Są częścią samej architektury podejmowania decyzji i oceny sytuacji. To jedna z najważniejszych zmian perspektywy ostatnich dekad, bo oznacza, że człowiek odcięty od emocji nie staje się bardziej racjonalny. Staje się raczej mniej precyzyjny w kontakcie z rzeczywistością, z własnymi potrzebami i z wyborem działania. Emocje nie są więc czymś, co trzeba pokonać, aby dobrze funkcjonować. Są jednym z warunków dobrego funkcjonowania.

To dobrze współgra z tym, co pokazał Daniel Kahneman. Jego rozróżnienie na szybki i wolny tryb przetwarzania nie jest oczywiście mapą mózgu, ale pozostaje bardzo użytecznym modelem beha. Pokazuje ono, że człowiek nie żyje głównie w rytmie spokojnego, refleksyjnego namysłu. Znaczna część życia przebiega w rytmie szybkich ocen, intuicyjnych reakcji i automatycznych odpowiedzi. A to oznacza, że sama późniejsza interpretacja nie wystarcza. Człowiek może świetnie rozumieć, co się z nim stało, i nadal reagować tak samo. Może mieć rozbudowaną narrację o swoim lęku, złości, wstydzie czy poczuciu odrzucenia, a jednak wciąż pod wpływem tych emocji podejmować podobne decyzje, powtarzać te same błędy i wracać do tych samych kosztownych reakcji.

Dlaczego samo uświadomienie sobie emocji nie wystarcza

W tym miejscu ujawnia się jedna z największych słabości dużej części współczesnego rozwoju. Zbyt często zakłada się, że jeśli człowiek coś sobie uświadomi i dobrze nazwie, to zmiana nastąpi niemal automatycznie. Tymczasem kontakt z emocjami i regulacja emocji to nie to samo, co intelektualne rozumienie. Można wiedzieć, że odczuwa się lęk, i nadal nie umieć tego lęku regulować. Można rozpoznawać w sobie złość, a mimo to albo ją tłumić, aż zamieni się w odcięcie, albo wyrażać ją w sposób, który niszczy relacje. Można rozumieć, że za perfekcjonizmem stoi napięcie, a mimo to dalej nie potrafić go regulować inaczej niż przez jeszcze większą kontrolę. Właśnie dlatego sama rozmowa, choć bywa niezwykle cenna, nie zawsze wystarcza.

Nie dlatego, że jest nieważna, lecz dlatego, że przychodzi często zbyt późno lub zbyt płytko. Dobrze opisuje to, co człowiek przeżył. Pomaga nadać sens historii. Poszerza perspektywę. Zmniejsza wstyd. Bywa początkiem ulgi. Ale jeśli problem dotyczy również samej zdolności kontaktu z emocją i umiejętności jej regulacji, to wyjaśnienie nie rozwiązuje jeszcze mechanizmu.

Od rozmowy o emocjach do pracy z emocjami

Dlatego właśnie tak ważne staje się przesunięcie z samej rozmowy o emocjach w stronę treningu odczuwania i regulacji emocji. Nie chodzi o zastąpienie psychologii, refleksji czy znaczenia. Chodzi o to, żeby nie zatrzymywać się na poziomie interpretacji. Coraz wyraźniej widać, że przyszłość pracy z emocjami należy do podejść, które pomagają zarówno poprawiać kontakt człowieka z własnym przeżyciem, jak i rozwijać realną zdolność regulacji.

I właśnie tutaj neurocoaching staje się niezwykle interesujący. Nie dlatego, że nauka i technologia odsłania ukrytą prawdę o człowieku, lecz dlatego, że pozwala uchwycić fizjologiczne aspekty emocji i ich regulacji, których sama rozmowa nie ujmuje z wystarczającą precyzją.

Co pokazują ciało i układ nerwowy

Jeżeli człowiek ma słaby kontakt z własnymi emocjami albo nie potrafi ich dobrze regulować, trudność nie musi ujawniać się wyłącznie w jego opowieści. Może być widoczna także w tym, jak reaguje jego organizm. I właśnie dlatego narzędzia takie jak EEG, HRV czy przewodnictwo skórne są tak cenne w pracy gabinetowej. Nie dlatego, że zastępują doświadczenie człowieka, lecz dlatego, że pozwalają zobaczyć pewne elementy procesu emocjonalnego z większą precyzją.

Każde z tych narzędzi pokazuje coś innego. HRV mówi nam wiele o elastyczności autonomicznej i o tym, jak sprawnie organizm wraca do równowagi po obciążeniu. W praktyce ma to ogromne znaczenie dla regulacji emocji, bo człowiek może rozumieć swoje reakcje, a mimo to pozostawać fizjologicznie mało elastyczny i bardzo kosztownie przeżywać napięcie, frustrację czy lęk. Związek HRV z samoregulacją, funkcjami wykonawczymi i regulacją emocji jest opisywany od lat w modelu neurovisceral integration i jego późniejszych rozwinięciach.

Przewodnictwo skórne (EDA) nie mówi nam, jaką dokładnie emocję przeżywa człowiek, ale pokazuje poziom pobudzenia i intensywność reakcji. Dzięki temu można zobaczyć, że organizm reaguje wyraźnie nawet wtedy, gdy ktoś deklaruje spokój, dystans albo brak emocji. EEG z kolei nie jest czytnikiem emocji, ale pozwala obserwować pewne wzorce związane z nastawieniem bardziej pozytywnym, czy negatywnym oraz z przetwarzaniem emocjonalnym (introspekcją) i regulacją, a więc z tym, jak człowiek reaguje, jak długo utrzymuje się pobudzenie i jak wygląda jego neurofizjologiczna odpowiedź na określone bodźce czy zadania. Coraz częściej podkreśla się też wartość łączenia EEG i EDA, bo daje to jednoczesny wgląd w poziom centralny i autonomiczny procesu regulacji emocji.

Gdzie zaczyna się bardziej precyzyjna praca

Dopiero połączenie tych poziomów zaczyna dawać naprawdę ciekawy obraz. Z jednej strony mamy subiektywne doświadczenie człowieka, jego język, znaczenia i historię. Z drugiej strony pojawiają się dane z organizmu, które pokazują, że emocje nie są tylko narracją, lecz także procesem fizjologicznym. To właśnie w tym miejscu otwiera się przestrzeń dla pracy znacznie bardziej precyzyjnej niż sama retrospekcyjna opowieść. Można nie tylko pytać, co człowiek czuje, ale także obserwować, jak jego układ nerwowy reaguje, jak długo utrzymuje pobudzenie, jak szybko wraca do równowagi, jaka technika relaksacyjna, czy oddechowa jest dla niego najbardziej korzystna i czy wraz z treningiem rzeczywiście coś się zmienia.

I właśnie dlatego neurocoaching nie jest tu ciekawy jako modne słowo ani technologiczny dodatek do rozmowy. Jego wartość polega na tym, że pozwala pracować bliżej mechanizmu. Nie każe wybierać między psychologią a fizjologią, między doświadczeniem a danymi, między rozmową a treningiem. Łączy te porządki w sposób, który daje człowiekowi większą szansę zarówno na lepszy kontakt z własnymi emocjami, jak i na rozwijanie realnej zdolności ich regulacji.

Emocje to pytanie o jakość działania

To ma ogromne znaczenie, bo bardzo wielu ludzi nie cierpi dlatego, że emocje mają zbyt duże znaczenie w ich życiu. Cierpią raczej dlatego, że emocje działają w ich życiu zbyt długo poza dobrą świadomością i poza skuteczną regulacją. Człowiek, który słabo czuje własne emocje, łatwo myli to, co naprawdę się w nim dzieje. Człowiek, który nie umie ich regulować, zbyt często żyje między impulsywnością a tłumieniem, między zalaniem a odcięciem, między wewnętrznym chaosem a sztywną kontrolą. Ani jedno, ani drugie nie daje wolności. Ani jedno, ani drugie nie daje dojrzałości.

Dlatego pytanie o emocje nie jest dziś pytaniem miękkim. Jest pytaniem o jakość działania człowieka. O jakość jego decyzji, relacji, zdrowia, odporności i zdolności do życia pod presją bez płacenia za to zbyt wysokiej ceny. Człowiek, który nie umie dobrze czuć własnych emocji, bardzo często gorzej rozumie samego siebie. Człowiek, który nie umie ich regulować, bardzo często traci więcej energii, niż powinien, i częściej działa nie z wolności, lecz z reakcji.

I dlatego spychanie emocji na boczny tor jest tak kiepskim pomysłem. Nie dlatego, że emocje trzeba gloryfikować, lecz dlatego, że człowiek odcięty od emocji nie staje się bardziej racjonalny ani bardziej skuteczny. Najczęściej staje się po prostu mniej świadomy tego, co naprawdę nim kieruje. A człowiek, który nie potrafi regulować emocji, nie odzyskuje sprawczości przez ich tłumienie. Najczęściej tylko oddaje ster temu, czego nie umie objąć.

Nowa granica pracy z człowiekiem

Być może właśnie tutaj przebiega dziś jedna z najważniejszych granic nowoczesnej pracy z człowiekiem. Nie między emocjami a rozumem, lecz między starym modelem, który zatrzymuje się na werbalnej weryfikacji, a nowym podejściem, które potrafi połączyć doświadczenie, mechanizm, trening i dane. Nie po to, by odczłowieczyć człowieka, lecz po to, by pracować z nim precyzyjniej, uczciwiej i skuteczniej.

Bo przyszłość nie należy do świata bez emocji.

Przyszłość należy do tych, którzy potrafią lepiej je czuć, lepiej je rozumieć i lepiej nimi regulować.

A wtedy pytanie nie brzmi już tylko, co człowiek przeżywa. Ważne jest, czy to co deklaruje, że przeżywa - pokrywa się z rzeczywistością. Czy potrafi z emocjami pracować tak, aby nie rządziły nim z ukrycia, lecz stawały się częścią dojrzalszego, bardziej świadomego i bardziej sprawczego życia.