Epoka awataryzacji - avatarhood culture.
O zaginaniu rzeczywistości w XXI wieku
Mila Orlińska
2/3/20262 min czytać


Wkroczyliśmy w czas, który coraz trudniej opisać klasycznymi kategoriami psychologicznymi czy społecznymi. To nie jest już epoka narracji. To nawet nie jest epoka wizerunku.
To epoka awataryzacji - avatarhood culture.
Co to znaczy?
Awataryzacja (avatarhood culture) to przesunięcie kulturowe, w którym wytworzony obraz siebie nie tylko przestaje odzwierciedlać rzeczywistość, ale zaczyna ją zastępować. A często nawet nią rządzić. Nie jako metafora. Jako realny mechanizm regulujący relacje społeczne, zawodowe i poznawcze.
Zjawisko najłatwiej dostrzec w mediach społecznościowych, ale to byłaby zbyt leniwa obserwacja. Ten sam mechanizm działa dziś w systemach akademickich, polityce, korporacjach, domach.
Na przykład w nauce rozpoznawalność autora zwiększa szanse publikacji w prestiżowych czasopismach. Bo widoczność generuje cytowalność. Cytowalność generuje przychylność. Awatar naukowca wyprzedza jego aktualny, faktyczny wkład poznawczy. Tak samo jak awatar lidera, CEO, polityka czy coacha.
Awataryzacja jako kolejna faza kultury statusu
Inspiracją dla pojęcia avatarhood culture była analiza Bradley'a Campbella i Jasona Manninga - The Rise of Victimhood Culture.
Pokazali oni, że źródła społecznego statusu nie są stałe. Ewoluują.
W kulturze honoru - status zależał od odwagi i gotowości do odwetu. Utrata twarzy była tragedią, którą trzeba było naprawić czynem, nie słowem. Arbitrzy: jednostki. Reakcje: bezpośrednie.
W kulturze godności - liczyła się wewnętrzna integralność. Wystarczyło mieć dobre wyjaśnienie, żeby zachować status. Arbitrzy: systemy prawne. Reakcje: mediowane.
W kulturze wiktimizacji - źródłem legitymacji stała się krzywda. Im bardziej publiczna, tym silniejszy efekt. Arbitrzy: instytucje, społeczności. Reakcje: moralne oburzenie i wsparcie.
Dziś wchodzimy w kolejną fazę: kulturę awatarów.
Tutaj status wyznacza już nie cierpienie, tylko widzialność. Nie fakt, tylko charyzmatyczność obrazu. Nie reputacja, tylko skuteczność projekcji.
Nie trzeba już przeżyć krzywdy, nie trzeba mieć racji, nie trzeba wyjaśniać. Wystarczy mieć awatara.
Awatar nie musi odpowiadać rzeczywistości. Musi ją tylko konsekwentnie zasłaniać.
To przesunięcie jest radykalne:
z odpowiedzialności → w zaprzeczenie,
z relacji → w transmisję,
z tożsamości → w format.
Awatar nie reprezentuje już osoby. Awatar zastępuje osobę.
I w tym leży sedno: to już nie ekspresja - to mechanizm władzy.
Poziom głębiej: mechanizm
W awataryzacji nie trzeba już niczego bronić ani udowadniać. Wystarczy zmienić kontekst. Publiczność. Platformę. Łatwiej napisać nowy post niż przeorganizować własne działanie. Łatwiej zmienić środowisko niż wytrzymać konfrontację między obrazem a rzeczywistością.
Możliwości ucieczki są nieograniczone. Kanałów wystarczająco dużo. Ludzi wystarczająco wielu, by zniknąć w kolejnej bańce. Algorytmy premiują spójność estetyczną, nie faktyczną. A konsekwencja przestaje być warunkiem przetrwania społecznego.
Efekt? Zaprzeczenie. Nowy post. Uśmiech. Zmiana narracji.
I po odpowiedzialności - ślad ginie.
Przenikanie do rzeczywistości
Problem zaczyna się wtedy, gdy ten mechanizm opuszcza świat ekranów i wchodzi do świata ludzi. Z social mediów - do zespołu. Z zespołu - do rodziny. Z relacji zawodowych - do relacji intymnych.
Tam zaczyna się prawdziwa tragedia.
Bo układ nerwowy nie funkcjonuje w oparciu o awatary. On reaguje na rzeczywiste obciążenia, niespójności i napięcia. One nie znikają tylko dlatego, że zostały opakowane w nową narrację lub nowy branding osobisty.
Awatar może funkcjonować długo. Czasem bardzo długo.
Ale koszt ponosi zawsze rzeczywistość, ciało i umysł, które w niej żyją.

Bądź na bieżąco
Stosuj neuronaukę w pracy z umysłem swoim i innych.
Wsparcie
Newsletter
kontakt@milaorlinska.com
© 2025. All rights reserved. Designed by Mila Orlińska.
Strona używa ciasteczek. Zapoznaj się z Polityką prywatności i Regulaminem
