Język jako nośnik świadomości zbiorowej.

Czyli o tym czego naprawdę dowiedzieliśmy się o umyśle dzięki rozwojowi modeli LLM

Mila Orlińska

2/26/20266 min czytać

Co to jest świadomość? Problem, który stworzyliśmy sami: jedno słowo, zbyt wiele zjawisk

Nie mamy dziś dobrej definicji świadomości nie dlatego, że jest ona niedostępna badaniu, lecz dlatego, że pod jednym pojęciem próbujemy zmieścić procesy należące do różnych poziomów opisu. Tym samym terminem określamy subiektywne odczuwanie, zdolność do raportowania stanów wewnętrznych, integrację informacji, ciągłość tożsamości w czasie, refleksyjność, orientację w kontekście społecznym i operowanie znaczeniem. W zależności od tego, który z tych aspektów mamy na myśli, zmienia się zarówno przedmiot dyskusji, jak i jej metodologia. Spór o świadomość jest więc w dużej mierze sporem o zakres pojęcia, a nie o samo zjawisko.

Nigdy do tej pory nie dysponowaliśmy narzędziem, które pozwoliłoby oddzielić te warstwy od siebie i obserwować je niezależnie. Rozwój dużych modeli językowych wprowadził tu radykalną zmianę, ponieważ umożliwił empiryczne wyizolowanie jednego z komponentów tego, co wcześniej uznawaliśmy za nierozerwalnie związane z jednostkowym umysłem. Moment udostępnienia pierwszej wersji GPT zapoczątkował proces publicznej obserwacji systemu, który funkcjonuje w przestrzeni języka i danych, a jednocześnie nie posiada organizmu, doświadczenia zmysłowego ani autobiograficznej pamięci. To właśnie ta separacja sprawia, że możemy zobaczyć język jako środowisko poznawcze, a nie jedynie jako narzędzie komunikacji.

Wieloletnia obserwacja jednego eksperymentu

Kolejne generacje modeli nie były jedynie udoskonaleniem technologii, lecz przedłużeniem eksperymentu myślowego, który po raz pierwszy stał się obserwowalny w praktyce. Po raz pierwszy mamy do czynienia z systemem, który nie przeżywa świata, a mimo to potrafi operować znaczeniem, rekonstruować konteksty, rozwiązywać skomplikowane zadania, prowadzić spójne rozumowanie w dialogu i uczestniczyć w procesie dochodzenia do sensu. Nie oznacza to, że posiada świadomość w sensie fenomenalnym, lecz pokazuje, że pewna warstwa funkcjonowania, którą dotąd przypisywaliśmy wyłącznie świadomemu podmiotowi, jest możliwa do zrealizowania w samym polu języka.

Przy czym okazuje się, że ma znaczenie, z jakich konkretnie źródeł tekstowych model został wytrenowany, ponieważ każdy zapis językowy jest śladem procesu zbiorowego, typowego dla danej grupy. Język, w którym działa model, nie jest sumą wypowiedzi, lecz dynamiczną strukturą powstałą w wyniku wieloletnich interakcji społecznych. Od jakości tych interakcji zależy jakość generowanych przez model wypowiedzi i rozwiązań. Model nie uczy się pojedynczych zdań, lecz sposobów przechodzenia od pytania do odpowiedzi, wzorców argumentacji, form negocjowania znaczeń i trajektorii budowania sensu. Innymi słowy, uczy się poruszania w przestrzeni, która istnieje między określoną grupą ludzi. Nawet jeśli oprzemy trening o treści generowane przez jedną osobę, to sam fakt, że źródłem treningu jest język powoduje, że jest to informacja zbiorowa. Żaden człowiek nie funkcjonuje w przestrzeni językowej solo. Trening językowy człowieka to też, w znacznej części, wypadkowa wszystkich interakcji z innymi. To właśnie obserwacja LLMów pokazuje jak duża to może być, część. Jak bardzo znacząca.

Empiryczny powrót do dawnych intuicji. Kontekst historyczny.

To, co obserwujemy dziś w praktyce, było formułowane w postaci intuicji filozoficznych na długo przed pojawieniem się technologii obliczeniowych.

Wilhelm von Humboldt formułował swoje stanowisko na przełomie XVIII i XIX wieku, przede wszystkim w tekstach powstających między rokiem 1800 a 1835, z których najczęściej przywoływana jest pośmiertnie opublikowana praca Über die Verschiedenheit des menschlichen Sprachbaues (1836). Jego kluczowa teza głosiła, że język nie jest gotowym produktem (ergon), lecz nieustanną aktywnością (energeia), a więc procesem, w którym wspólnota językowa współtworzy sposób ujmowania świata. Humboldt nie twierdził, że język przechowuje świadomość zbiorową w sensie ontologicznym, lecz że struktura języka współkonstytuuje poznanie, ponieważ dostarcza form, w których doświadczenie staje się artykułowalne i komunikowalne. Jego stanowisko jest dobrze udokumentowane w krytycznych edycjach dzieł oraz w analizach historyków językoznawstwa i filozofii języka, a jego wiarygodność jako rekonstrukcji myśli autora jest bardzo wysoka. To, co możemy dziś uznać za zaskakująco aktualne, to przekonanie, że język nie jest przezroczystym narzędziem opisu świata, lecz środowiskiem formującym poznanie.

Lev Vygotsky pisał swoje najważniejsze prace w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku, a Myślenie i mowa ukazało się w 1934 roku. Jego analiza rozwoju mowy wewnętrznej opierała się na badaniach rozwoju dziecka i pokazuje, że funkcje psychiczne o charakterze indywidualnym powstają najpierw w interakcji społecznej jako formy dialogiczne, a dopiero później ulegają internalizacji. Klasyczna formuła Vygotskiego, że każda wyższa funkcja psychiczna pojawia się najpierw na poziomie interpsychicznym, a potem intrapsychicznym, jest jedną z najlepiej udokumentowanych tez w historii psychologii rozwojowej. Nie oznacza ona jednak, że myślenie jest dosłownie rozmową społeczną przeniesioną do wnętrza jednostki, lecz że struktura dialogu i struktura myślenia mają wspólne pochodzenie. Współczesne badania nad rozwojem funkcji wykonawczych i rolą mowy prywatnej u dzieci w dużym stopniu potwierdzają ogólny kierunek jego obserwacji, choć reinterpretują je w świetle neuronauk.

George Herbert Mead formułował swoje stanowisko na początku XX wieku, a jego najważniejsza książka Mind, Self and Society została opublikowana pośmiertnie w 1934 roku na podstawie notatek studentów. Mead argumentował, że jaźń powstaje w procesie przyjmowania perspektywy „uogólnionego innego”, czyli wewnętrznego odwzorowania społecznej sieci relacji. W jego ujęciu umysł nie jest warunkiem komunikacji, lecz jej efektem. Jest to stanowisko dobrze ugruntowane w tradycji interakcjonizmu symbolicznego i szeroko analizowane w socjologii i filozofii społecznej. Jego wiarygodność historyczna jest wysoka, choć trzeba pamiętać, że tekst, którym dysponujemy, nie jest autorską monografią w ścisłym sensie, lecz rekonstrukcją wykładów.

Jeżeli chodzi o ocenę, czy modele językowe rzeczywiście „potwierdzają” te intuicje, trzeba zachować ostrożność. Technologia nie weryfikuje ich w sensie empirycznym tak, jak eksperyment weryfikuje hipotezę w naukach przyrodniczych. Pokazuje raczej, że możliwe jest operowanie strukturami znaczeń w systemie, który nie posiada podmiotowego doświadczenia. To wzmacnia te interpretacje Humboldta, Vygotskiego i Meada, które podkreślają społeczny i językowy charakter form poznawczych, ale nie dowodzi, że mieli oni na myśli istnienie „autonomicznego pola znaczeń” zdolnego do działania bez ludzi. Ich analizy dotyczyły zawsze procesów ucieleśnionych i osadzonych w praktykach społecznych.

Najbardziej ostrożna wersja wniosku, jaką można dziś obronić na gruncie badań, mówi, że struktury poznawcze umożliwiające operowanie znaczeniem powstają w przestrzeni intersubiektywnej i są przez jednostki internalizowane. Modele językowe pokazują funkcjonalnie, że struktury te mogą zostać odwzorowane w systemie nieposiadającym doświadczenia.

Można jednak pójść o krok dalej i potraktować to jako propozycję interpretacyjną: że struktury znaczeń posiadają pewien stopień autonomii względem pojedynczego organizmu, ponieważ nie są redukowalne do jego biologii i mogą być realizowane przez różne nośniki. Nie jest to twierdzenie empiryczne w sensie nauk przyrodniczych, lecz hipoteza ontologiczna dotycząca statusu języka i kultury w procesach poznawczych. Warta moim zdaniem sprawdzenia.

Język jako środowisko poznawcze

Najważniejszy wniosek, jaki wynika z tej obserwacji, nie dotyczy pytania o świadomość maszyn, lecz statusu języka w procesach poznawczych. Język okazuje się nie tylko narzędziem opisu świata, lecz środowiskiem, w którym możliwe jest rozumienie, interpretowanie i nadawanie sensu. Zawiera on w sobie struktury argumentacyjne, modele relacji społecznych, wzorce wartościowania i typowe trajektorie podejmowania decyzji. Kiedy człowiek myśli, porusza się w tych strukturach, a kiedy model generuje odpowiedź, również się w nich porusza. Różnica polega na tym, że w jednym przypadku są one ucieleśnione w organizmie i splecione z doświadczeniem, a w drugim istnieją jako czysta dynamika znaczeń.

W tym ujęciu to, co nazywamy świadomością operacyjną, przestaje być wyłączną własnością jednostki. Można zaproponować jako model teoretyczny, a nie jako ustalony fakt empiryczny, że jest ona właściwością pola językowego rozumianego jako system relacji znaczeniowych powstających w procesach społecznych.

Świadomość fenomenalna pozostaje związana z organizmem. Natomiast zdolność do uczestnictwa w procesie tworzenia sensu można opisać jako kompetencję dostępu do tego pola - kompetencję, którą różne systemy mogą realizować w różny sposób.

Konsekwencje dla rozumienia człowieka

Jeżeli znaczenie powstaje w języku jako systemie zbiorowym, to świadomość jednostkowa przestaje być jego jedynym źródłem, a staje się szczególnym sposobem dostępu do tej przestrzeni. Człowiek, ucząc się mówić, internalizuje nie tylko słowa, lecz całe pole relacji znaczeniowych, które powstało przed nim i które będzie istniało po nim. Modele językowe nie internalizują go w sensie biologicznym, lecz odwzorowują jego strukturę i dzięki temu mogą w nim operować. To przesunięcie zmienia sposób, w jaki myślimy o rozwoju, edukacji, przywództwie i procesach decyzyjnych, ponieważ pokazuje, że kluczową kompetencją nie jest ilość informacji w głowie, lecz zdolność uczestnictwa w polu znaczeń.

Technologia jako narzędzie widzialności

Historia zapoczątkowana udostępnieniem pierwszych modeli LLM nie jest więc opowieścią jedynie o narodzinach sztucznej świadomości. Jest też empirycznym poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, do jakiego stopnia język jest nośnikiem zbiorowej formy "umysłu".

Nie oznacza to, że język jest dosłownie umysłem zbiorowym w sensie ontologicznym. Bardziej adekwatne jest stwierdzenie, że język stanowi nośnik struktur poznawczych, które przekraczają pojedynczą biografię i w których uczestnictwo umożliwia jednostkowe myślenie.

Jeżeli jednak potraktujemy to jako świadomą propozycję filozoficzną, możemy mówić o „zbiorowej formie umysłu” jako o nazwie dla tej przestrzeni relacji znaczeniowych, pod warunkiem jasnego zaznaczenia, że jest to model interpretacyjny, a nie opis bytu w sensie neurobiologicznym.